top of page
98-985572_black-to-nothing-transparent-gradient-grey-gradient-background.png

Album "OD:DO" opowiada

o komunikacji międzyludzkiej.

 

Zawiera 11 utworów

napisanych, nagranych

i wyprodukowanych

w domowym zaciszu. 

 

To osobisty manifest DrySkulla.

Miejsce, do którego wraca,

aby przypomnieć sobie, kim jest. 

​

18 maja 2017, Warszawa

 

Czas już dawno przestał mieć znaczenie. 

 

Po kolejnym, na pierwszy rzut oka niczym nie różniącym się od innych, zachodzie słońca, odzianym w milion zmysłów, z których każdy na swój sposób był w stanie reprezentować pojęcie koloru, dźwięku, zapachu i innych nieopisanych dotychczas poczuć percepcji, wiedziony obecnością wszystkich odpowiedzi na nigdy nie zadane pytania, przekraczałem kolejne etapy nieustannych powrotów z podróży,  o których początku nie miałem pojęcia.

​

I, gdy dzienne światło zamieniało się powoli w ciemność nocy, jedyną potrzebą dla zachowania harmonii mojego ja z absolutem było znalezienie ciepłego skrawka, w którym bez obaw o niedoskonałości okoliczności mojego ciała, będę w stanie widzieć, dostrzegać, poznawać i wcielać w życie modele połączeń, które stawiają nas w nieodpartym przekonaniu, że oto wszystko jest wszystkim. 

​

Potrzeba była wielka. Wielki również był pierwszy zachwyt, gdy znalazłem się w domu. Ten zachwyt pozwalał mi na nowo wracać i inaczej niż wcześniej grupować doznania. Zamknięcie w czterech ścianach skupiało jednak wszelkie wnioski wywodzące się z natury i jej nauk, wokół nawracających obserwacji na temat... nawracających  obserwacji... Było to wszakże pomieszczenie zamknięte i każda wyemitowana fala zmysłu prędzej czy później napotykała mnie powtórnie. 

 

Poczułem się nagle zagubiony. Zagubione zostały wszystkie odmiany przeszłych bądź przyszłych wyobrażeń każdej chwili, o której znaczeniu właśnie przestałem mieć pojęcie po raz nieskończenie pierwszy. Moment, który trwał od zawsze i miałem namacalne dowody na jego faktyczne wokół mnie istnienie, począł przeradzać się w godziny, a po chwili w lata, w poczuciu kompletnego odizolowania od społeczeństwa, a przez to również od siebie samego. Ta społeczna autodestrukcja pociągnęła za sobą lawinę uniesień i spadków pełną prób urzeczywistnienia jakichkolwiek doznań, których świadkiem było już nie tyle moje ciało, co dobijający na oślep, dawno zapomniany, a zarazem tak bardzo nadużywany umysł. Czułem, że z zupełnie innego teraz, napisanego w innych kolorach i kształtach, zespolenia wielu czasoprzestrzeni, woła mnie moje inne ja. Zagubione. Pozostawione bez opieki. Z wolnością, której nie potrafię w żaden sposób odczuć, będąc pośród nicości w początku spadku bezdennej studni. 

 

I gdziekolwiek w tym momencie się znajdując i jakkolwiek nie będąc powstrzymywanym, nie widziałem dla siebie żadnego innego ratunku niż wyjść natychmiast z pomieszczenia, w którym się znajduję, będąc przekonanym, że to właśnie na łonie natury uda mi się na tyle uwolnić od siebie samego, by to nie ode mnie do świata, a do mnie od niego płynęły bodźce dające mi szansę na powrót do własnej głowy, będącej zarazem światem i tym, co go stworzyło.    

​​

 

​

​

 

Animacja: Tomek Spera

bottom of page